W rocznicę września

1 września 2013 Kordian Dziedzic

1 września mijają 74 lata od wybuchu II wojny światowej. Jej pierwszą kampanią była kampania wrześniowa, nazywana także wojną obronną Polski. Przez około miesiąc na ziemiach polskich były prowadzone działania zbrojne, w których uczestniczyła największa w naszej historii polska armia. Była to 5 – 7 armia świata ( dla porównania, dziś zajmujemy 55 miejsce a wyprzedzają nas takie tuzy jak np. Rumunia, Nepal, Malezja, Wenezuela czy Bangladesz…).

Utrzymanie tak dużej armii było olbrzymim kosztem dla narodu, ogromnym obciążeniem budżetu państwa (choć co prawda znaczną część wydatków pozostawiano w rodzimych zakładach zbrojeniowych), rekompensowanym przez dumę z wojska, które utrzymywało ścisły związek ze społeczeństwem. Noszenie munduru było zaszczytem, garnizon był widoczny w mieście w czasie świąt państwowych bądź kościelnych, świętowano powroty z manewrów do koszar, twarze wyższych dowódców znało każde dziecko.

Rekruci z zacofanych regionów po skoszarowaniu w jednostkach zamieniali łapcie z łyka na buty wojskowe, pierwszy raz w życiu spali na łóżkach, jechali pociągiem, zdobywali wiedzę fachową, a na kursach dla analfabetów uczyli się czytać i pisać. Kulminacją tego entuzjazmu było zgłoszenie się w czasie mobilizacji ogromnej ilości nadwyżek rekruta (piszący te słowa pamięta zaś stawiennictwo rezerwy na ćwiczenia przed kilkunastu laty w nieistniejącej już BZmech w Opolu, w ilości 20% kadry i 15% szeregowych).

Tym większą gorycz wzbudziła przegrana, gorycz, która wygasła częściowo dopiero w 1940, po żenującej kampanii francuskiej. Mimo upływu czasu, bez mała trzech pokoleń, studiowanie dziejów kampanii wrześniowej – dość dobrze opisanej w literaturze naukowej i pamiętnikarskiej – może przynieść istotne wartości poznawcze.

Oczywiście nawet bez 17 IX na wygraną szans nie było w starciu z najlepszą wówczas armią oraz nową doktryną wojenną, ale można było przegrać w lepszym stylu, cytując Rydza – Śmigłego „zrobić przeciwnikowi więcej świństwa” (nasuwa się oczywista analogia do wojny polsko – rosyjskiej 1831). Żołnierze Powstania Warszawskiego zadali Niemcom straty porównywalne do tych z września 1939, nie dysponując kilkudziesięcioma tysiącami sztuk broni maszynowej, ok. 750 czołgami i tankietkami czy ponad 3000 działami.

Wnioski wyciągnięte z analizy września 1939 mogą dotyczyć wielu aspektów politycznych, strategicznych, operacyjnych czy nawet „małej taktyki”, takich jak np.
– niekorzystny wpływ polityki na decyzje ściśle wojskowe (ugrupowanie, mobilizacja);
– szkolenie (od braku wyszkolenia operacyjnego wyższych dowódców po np. nierealne założenia na przedwojennych ćwiczeniach, dot. zwłaszcza broni pancernej);
– zbrojenie (kosztowna flota zamiast większej dotacji broni ppanc. czy plot.);
– dowodzenie (np. wydawanie niewykonalnych bądź sprzecznych rozkazów czy też „zainteresowania taktyczne” dowódców armii);
– myślenie życzeniowe (rozkaz marszu Kutrzeby na Radom czy ściąganie wojsk Frontu Północnego na „przyczółek rumuński” por. wspomnienia płk. Kopańskiego);
– ciągły odwrót (straty marszowe miały wynieść nawet do 20%);
– łatwa rezygnacja z działań zaczepnych (np. 2/3 IX na skrzydłach GO Śląsk i Bielsko czy przerwanie natarcia 29 DP);
– schematyzm (nieprzygotowanie do działań nieregularnych, tymczasem wymuszone przysparzały Niemcom sporo kłopotu, np. atak grupy mjr. Ryby na Rajsko czy działania grupy płk. Kruka – Śmigli);
– odrzucenie rzeczy oczywistych (wprowadzenie wojsk do korytarza – zbyt dużych na wypadek lokalnego puczu w Gdańsku, zbyt małych na wypadek wojny; francuski komendant WSWojsk. płk Faury powtarzał jako rzecz zasadniczą, aby na wypadek wojny nie wprowadzać większych wojsk do korytarza czy Wielkopolski);
– przesadne zachowanie tajemnicy służbowej (od zakazu wymiany rozkazów operacyjnych przez dowództwa sąsiednich armii (!) po np. zbytnie utajnienie kb ppanc., przez co nie został lepiej wykorzystany);
– nie wykorzystanie doświadczeń z 1920 (np. dot. lotnictwa szturmowego, rozproszenia sił);
Można wspomnieć nawet o takich detalach („diabeł tkwi w szczegółach”) , jak braki map w czasie odwrotu, gdy tymczasem w składnicach znajdowały się doskonałe polskie mapy; w linii dysponowano mapami od zajmowanej pozycji w kierunku Niemiec, map rejonów tyłowych nie wydano aby nie obniżać morale (tymczasem plan wojny przewidywał przecież cofanie się w kierunku południowo – zachodnim).

Można pisać jeszcze o wielu rzeczach, można prowadzić polemiki, nawet gdybologie (modne dzisiaj), można wreszcie stwierdzić rzecz oczywistą, iż z perspektywy upływu lat łatwo dziś się wymądrzać. Jednak czy wyciągamy wnioski z przeszłości, czy jesteśmy mądrzejsi dzisiaj ? Oby czas nie musiał tego pokazać.

Arkadiusz Tuliński

Ocena kampanii wrześniowej wyraża stanowisko autora – Redakcja ON.pl