Kurs Piechoty „Mrozy 2016” oczami uczestnika

7 grudnia 2016 Kordian Dziedzic

W dniach 26 – 27 listopada 2016 r. odbyło się jedno z najbardziej cieszących się popularnością szkolenie organizowane przez stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl, mianowicie Kurs Piechoty, przy współpracy i wsparciu Stowarzyszenia Jednostek Strzeleckich. Dzięki uprzejmości i pomocy ze strony Dyrekcji SP w Mrozach, za co w tym miejscu gorąco dziękujemy. W Kursie uczestniczyło 80 uczestników z bardzo wielu organizacji proobronnych, poniżej zamieszczamy relację jaką nadesłał nam jeden z uczestników.

Relacja uczestnika (pisownia oryginalna):

Minął czas, udało mi się zapisać sporo wcześnie, i tym sposobem dostałam się na dawno zapowiadany Kurs Piechoty. Przy okazji można powiedzieć zapobiegliwość opłaciła się ponieważ sporo przed rozpoczęciem organizatorzy zamknęli listę, chętnych jak się okazało było wiele.

No i tak, początek był zapowiedziany na godzinę 9-ą, zdążyłem szczęśliwie dojechać, przy okazji jadąc i patrząc na rejestrację pojazdu przede mną zastanawiałem się że to nie tutejszy pojazd a to i pewnie będzie też uczestnik KP, nie pomyliłem się… był to mój kolega z drużyny 🙂

Zatem dotarłem, na wstępie rozpakowałem się i zameldowałem na wejściu, przywitała mnie konieczność sprawdzenia listy uczestników gdzie „odhaczono” że jestem, tym sposobem formalności stało się zadość, zdążyłem pogadać jeszcze trochę z Markiem Mroszczykiem, który witał ludzi po czym nie zdążyłem się obejrzeć a tuż przy mnie zjawił się kolega z drużyny, zaprowadził tam gdzie cała reszta ludzi już zdążyła się zadomowić. Kilka słów powitania i trzeba było natychmiast schodzić i stawić się do kontroli stanu wyposażenia, no cóż, jakoś udało się przejść go… jakoś bo pakowałem się po ciemku i zapomniałem o paru rzeczach, na szczęście nie okazały się kluczowe, a organizatorzy wyrozumiali.

Dobrze, no to teraz następny obowiązkowy punkt szkolenia: egzamin. I jak to z egzaminami bywa zanim wejdzie się na salę egzaminacyjną przed nią działa „giełda” tym oto sposobem można było się zorientować jaki jest zakres pytań a nawet przypomnieć sobie z zakamarków pamięci to co robi się jakoś odruchowo wskutek ciągłego powtarzania. No dobra, pytania o korzystanie z kompasu, zasady strzelca w na patrolu, amunicja powiązana z bronią, budowa broni w praktyce na szkolnym karabinie. Pytania były jak dla mnie łatwe, zwłaszcza te dot. broni i amunicji, jako człowiek sportowo zajmujący się strzelectwem przemknąłem przez wszystko szybko, może tylko egzaminator narzekał na moje gadulstwo jak to jest ze skutecznością amunicji, o którą pytał, no ale cóż jego ból 🙂

Czas egzaminu minął, byłem w końcowej stawce egzaminowanych więc prawie natychmiast po tym zjawiliśmy się w pełnym rynsztunku na placu przed szkołą, ponieważ prawie cała drużyna zjawiła się oraz dobrze nam znani ludzi z Podlasia więc dostaliśmy jeszcze dwu ludzi, którzy nie mieli do kogo iść ze strzelca z Siedlec. Chciał się zająć nami Paweł Makowiec ale ostatecznie wziął nas pod opiekę Marek Mroszczyk i tak przez cały dzień prowadził nas jako instruktor. Trudno tu opowiedzieć program całego dnia, składał się on z typowych ćwiczeń dla lekkiej piechoty… więc zainteresowanych odsyłam na następne wydanie KP 🙂 Tak oto dzień nam upłynął do godziny 17-j po czym Marek nakazał „odwrót na z góry upatrzone pozycje” czyli do szkoły gdzie można powiedzieć szumnie „były nasze koszary”.

Dwie godziny odpoczynku, coś trzeba było zjeść i dlaczego rację SR po czym wykład Pawła Makowca i… lekkie zaskoczenie, instruktor nakazał nam spotkanie w pełnym oporządzeniu z omówieniem po którym będą powtórzone ćwiczenia na boisku szkolnym, trochę to zaskoczyło mnie myślałem, że na dziś koniec ale nie ma sprawy, nie jestem tu dla wypoczynku więc wraz z innymi poszliśmy. Na „odprawie” nastąpiło omówienie podstawowych zadań, wymarsz na boisko i ćwiczenie. Wszystko szło dobrze aż do momentu gdy przyszła mieszkanka ulicy z „prośbą o cichsze zachowanie”, no cóż odruchowe wrzeszczenie, było w naszej naturze w tym dniu więc obniżyliśmy swój poziom głośności ale ćwiczyć dalej ćwiczyliśmy. Koniec końców dzień zakończył się dla nas o 23:12.

No i przychodzi niedziela, czas egzaminu, pogoda nie najlepsza ale szczęśliwie i nie najgorsza, pada z długimi przerwami by ostatecznie przestać, w sumie to nie ma znaczenia ale jeśli trzeba będzie się czołgać, to mogą być problemy, jak się potem okazało to czołgania w naszym oddziale było całkiem sporo, ludzie wychodzili zmoczeni ale i tak źle nie było.

Zatem egzamin, zadanie pierwsze: unieszkodliwić bunkier, wyszło nie najgorzej, przy okazji warto było uzgodnić w ramach samej drużyny znaki dźwiękowe, które wyznaczają charakterystyczne momenty, to się opłaciło, zadanie zostało wykonane, b. dobrze na koniec były pytania egzaminatora w stylu dlaczego tak a to po co i jak się okazało wczorajsza lekcja od Marka okazała się nie do zastąpienia, była solidnym wkładem w odpowiedzi. No dobra, to mamy za sobą drugie zadanie, zerwanie kontaktu. To zadanie nie poszło nam najlepiej i tak samo jak ja tak i inni wiedzieliśmy, że było źle wykonane, choć na koniec egzaminator ocenił, że nie było najgorzej, zamiast zerwać kontakt i wycofać się próbowaliśmy oskrzydlić przeciwnika, który był jak się potem okazało tak samo liczny jak my. Wiele się z tego niepowodzenia nauczyłem albo nawet bardzo wiele z konkretnymi wnioskami na przyszłość dotyczącymi procesu szkolenia ale o tym innym razem.

I tak oto otrzymaliśmy trzecie zadanie – patrol, spodziewaliśmy się zasadzki i mam wrażenie, że tak samo jak ja inni też ze skupieniem i wytężoną uwagą bardzo dokładnie oglądaliśmy się za potencjalnym opforem, czychającym na nas, okazało się jednak że mamy kontakt z przodu zatem cóż, łuskanie australijskiej i zrywamy kontakt, tutaj wszyscy zgodnie ocenili, zrobiliśmy to wzorcowo łącznie z użyciem granatów dymnych i egzaminator nie miał większych uwag, tak dobiegł koniec egzaminu. Odmaszerowaliśmy do „koszar” gdzie po powrocie wszystkich odbył się apel i rozdanie świadectwa ukończenia Kursu Piechoty.

Szczęśliwie nic się nikomu nie stało, wszyscy uczestniczący doszli do końca jedni z większym doświadczeniem inni z koniecznością poprawy. To co jest ważne: nikt nie narzekał, wszyscy wiedzieli po co tu są i jakie mają cele, nikt nie spodziewał się wygód więc i marudzenia nie było. W ten oto sposób dla sporej grupy ludzi ten kurs był wstępem do uczestnictwa w następnych może już nie jako kursant do egzaminu ale pomocnik instruktora lub instruktor. Na pewno przy szczęśliwym zaliczeniu wszystkiego jest to dobry krok do następnego elementu szkolenia jakim jest Kurs Rozpoznania Ogólnowojskowego. To tyle.