List do Redakcji: „Armia Macierewicza, oddziały ZOMO i inne brednie na temat obrony terytorialnej, czyli krótki tekst o tym co każdy obywatel wiedzieć powinien”

12 grudnia 2016 Kordian Dziedzic

Otrzymaliśmy list do Redakcji portalu ObronaNarodowa.pl i zdecydowaliśmy się na jego publikację. Jednocześnie informujemy, iż list jest indywidualnym stanowiskiem autora. Pisownia oryginalna. List w rozszerzeniu.

Poniższy tekst nie jest ani opracowaniem wojskowym ani naukowym, dlatego też jego język jest maksymalnie uproszczony i dostosowany do zwykłego obywatela, który nie ma jakiejkolwiek fachowej wiedzy dotyczącej Sił Zbrojnych RP czy bezpieczeństwa państwa. Pomysł na poniższy mini-felieton powstał w momencie, w którym poziom przekłamań i błędnych teorii prezentowanych na przeróżnych portalach społecznościowych oraz magazynach i czasopismach przekroczył zdecydowanie granice absurdu. Za takie bowiem można uznać porównywanie Obrony Terytorialnej (OT) do SS czy ZOMO. Poniższy tekst nie ma w żadnym wymiarze charakteru politycznego. Autor jest żołnierzem (czyli jest apolityczny), który w ramach swojej pracy naukowej od kilku lat bada OT w Europie i na świecie, bierze udział w spotkaniach i konferencjach, etc. Poniższe opracowanie ma na celu uświadomienie możliwie największej liczby osób o co tak naprawdę w projekcie chodzi, czy jest nam potrzebny i dlaczego w żadnym wymiarze nie jest dla nas zagrożeniem.

1. Idea OT

Ogólną ideę OT określa się jako „obronę swoich małych ojczyzn”. O co chodzi? O to, że żołnierze tej formacji mają służyć i działać przede wszystkim (prawie wyłącznie) na obszarze własnego powiatu, rzadziej województwa. Znaczy się pilnujemy własnego podwórka i osiedla. Opiera się to na założeniu, że najmocniej broni się zawsze własnego domu i rodziny. Cała ogólnokrajowa formacja ma być podzielona na wojewódzkie podmioty organizacyjne (Brygady) oraz powiatowe elementy wykonawcze, czyli kompanie (jedna na każdy powiat; kompania to ok. 120 osób; dalej ma być to jeszcze rozszerzane). W skład tej formacji mają wchodzić przede wszystkim (ponad 90%) żołnierze niezawodowi, odbywający rotacyjną służbę wojskową. Co to oznacza? Polega to na tym, że przez prawie cały czas dany człowiek pracuje i rozwija się w życiu cywilnym (jako prawnik, piekarz, pielęgniarz, producent parówek czy ktokolwiek inny). Jego aktywność wojskowa polega na jednym weekendowym szkoleniu w miesiącu, które jest realizowane w pobliżu miejsca zamieszkania (powiat) plus wykonywanie obowiązków w sytuacjach nadzwyczajnych (o tym później). Jeśli ktoś wcześniej nie był w wojsku musi na wstępie odbyć jednorazowo 16-dniowe szkolenie wstępne. Za każdy dzień służby wojsko płaci plus daje 500+ na miesiąc za gotowość do działania

2. Zadania

W trakcie burzy dotyczącej OT przeczytałem mnóstwo bzdur dotyczących tego, że żołnierz szkolony weekendowo nie ma szans na wojnie i zostanie on bardzo szybko przerobiony na surowiec do kebabów. Cały żart polega na tym, że żołnierze OT nie walczą z założenia z głównymi, ciężkimi siłami przeciwnika (czołgami, wozami bojowymi i tak dalej). Od tego są wojska zawodowe (operacyjne) odpowiednio wyszkolone i uzbrojone.

Co zatem ma robić OT? Ano wykorzystuje się ją do takich zadań jak ochrona ważnych obiektów (mostów, węzłów kolejowych, budynków) za liniami naszych wojsk, ochrona dostaw logistycznych, regulacja ruchu, ochrona ludności cywilnej. Jeśli walczą z głównymi (ciężkimi) siłami przeciwnika na swoim terenie, to robią to z pomocą wojsk zawodowych (o korzyściach takiego połączenia w kolejnym rozdziale). Zbierają także informacje od ludzi (znajomych i znajomych, znajomych i jeszcze od ich znajomych) co pozwala na dużo szybsze wykrycie wojsk przeciwnika.

Dlaczego jest tak to ważne.? Bo szkoda do takich zadań wojsk zawodowych. Armia regularna jest coraz droższa, coraz bardziej wyspecjalizowana, a przez to ograniczona liczbowo (trend światowy). Wykorzystywanie żołnierzy zawodowych do zadań pomocniczych jest marnotrawieniem ich możliwości. Oni powinni się skupić na głównej walce. Ludzie z OT spokojnie sobie z tym poradzą nawet bez zbytniego doświadczenia. Taki outsourcing wojskowy.

No okej ale walka ze Specnazem? Jak najbardziej tak. Oczywiście, ludzie ze specnazu są świetnie wyszkoleni, uzbrojeni, doświadczeni i wszystko w ogóle super, ALE… To są siły, które działają na ogół w kilkunasto – kilkudziesięcioosobowych (dużo rzadziej) grupach z dala od reszty własnych wojsk. Ich założeniem jest zaskoczenie i uderzanie w puste miejsca. Jeśli zostaną wykryci, ich długość życia bardzo się skraca. Przykład: Specnaz ma wysadzić most. Jeśli na moście nikogo nie będzie to go wysadzą. Ale jeśli most będzie broniony nawet przez OT to Specnaz ma problem bo trzeba stoczyć walkę z dużo liczniejszym przeciwnikiem, który przy okazji powiadomi zawodowych kolegów z ciężkim sprzętem. Wojska zawodowe są skupione (są w kilku najważniejszych miejscach) natomiast OT jest rozproszone po cały kraju. Taka specyfika jednych i drugich. Poza tym OT ma dużo większą szansę na wykrycie „zielonych ludzików” (bo znają i kojarzą ludzi w okolicy).

A co jeśli przeciwnik zajmie cały powiat i pójdzie dalej w głąb kraju? Wtedy na jakiś czas żołnierze OT się dezaktywują – chowają broń i mundur i idą do domu (niekoniecznie swojego) i czekają na rozkaz. Jeśli taki padnie to, a to wysadzą jakieś tory, a to zrobią jakąś barykadę, a to oklepią jakiegoś VIPa, a to w ramach możliwości pomogą gnębionym cywilom. Ryzykowne? Bardzo. Za to piekielnie skuteczne i stwarzające problemy dla przeciwnika. Poza tym wystarczy obejrzeć Wołyń żeby zobaczyć, co się dzieje, kiedy takich ludzi nie ma. Warunek – działania te muszą być robione z głową.

Zostawmy na chwilę wojnę (oby nigdy jej nie było). Żołnierze OT są wykorzystywani przy każdej sytuacji związanej z klęskami żywiołowymi (powodzie, huragany, trzęsienia ziemi i tak dalej). Pomagają cywilom, szukają zaginionych, dystrybuują żywność i wodę, budują zapory, odbudowują zniszczenia. Ponadto wykorzystuje się ich do wsparcia służb porządkowych w sytuacjach ekstremalnych. „Ratunkuuu, mówiłem/am że ZOMO, będą strzelać do opozycji politycznej”. Ludzie litości. Do takich zadań można np. zaliczyć: wsparcie służb przy zabezpieczeniu Olimpiady w Londynie czy też w wielu sytuacjach związanych z kontrolą i zabezpieczeniem ludności wobec zagrożeń związanych z kryzysem migracyjnym (wtedy kiedy policja sobie nie radzi lub jest jej za mało). Powyższe przykłady pochodzą z tak zacofanych i totalitarnych państw jak Austria, Szwajcaria, Wielka Brytania, Szwecja czy Dania. Normalnie trzeci świat.

I wreszcie wisienka na torcie – wojsko na rozkazy Macierewicza. Podporządkowanie OT bezpośrednio pod ministra ma dwa bardzo proste wyjaśnienia. Po pierwsze stawia to formację (jej dowódcę) na równi z Dowództwem Generalnym i Dowództwem Operacyjnym (czyli takimi największymi szychami z wojsk zawodowych). Jest to jak najbardziej na miejscu z uwagi na zakładaną wielkość OT, z uwagi na jej zadania oraz z uwagi na charakter służby żołnierzy-cywilów. Po drugie, MON szykuje całkowitą reformę systemu dowodzenia armią (na inny temat). W związku z tym opisywane rozwiązanie ma charakter tymczasowy. Poza tym żołnierz-ochotnik to przede wszystkim żołnierz. Oznacza to, że jest apolityczny i będzie służył tak samo temu jak i kolejnym ministrom (wierzcie mi znam wielu ochotników do OT).

Epilog (takie zakończenie z zaletami)

Dla tych którzy dobrnęli do tego punktu kilka bardzo ważnych zalet, które zostały opisane poniżej w mega skróconej formie:

1. OT jest bardzo tania. Wynika to po pierwsze z tego, że żołnierze dostają dużo mniej hajsu niż zawodowi, którzy pełnią służbę cały czas. Po drugie OT nie ma kosztownego, ciężkiego sprzętu (czołgów, wozów bojowych, samolotów i tak dalej) – bo nie musi ich mieć. Nie potrzebuje ich. Wedle przeróżnych opracowań (polskich i zagranicznych) OT jest kilkunastokrotnie tańsza od wojsk zawodowych.
2. Bardzo wyraźnie podnosi poziom bezpieczeństwa państwa z uwagi na rzeczy, które opisałem powyżej. Znaczy się, że otrzymujemy bardzo korzystny wskaźnik koszt/efekt.
3. Wykorzystuje umiejętności i kompetencje żołnierzy, nabyte w życiu cywilnym (ratowników med., elektryków, maszynistów, informatyków i tak dalej).
4. Podnosi poziom skuteczności wojsk zawodowych. Wynika to z bardzo dobrej znajomości terenu oraz ludzi (swojej okolicy).
5. Zwiększa poziom bezpieczeństwa ludności cywilnej zarówno w czasie wojny jak i w czasie klęsk żywiołowych.
6. Co może okazać się najważniejsze – rozbudowana OT może stanowić skuteczny środek odstraszający przeciwnika. Oczyszczenie po kolei każdego województwa z OT zajmie bardzo dużo czasu i pieniędzy, a także stworzy lepsze warunki do działania dla polskich (oraz sojuszniczych) wojsk zawodowych.

Podsumowując. OT jest potrzebna i dobrze, że powstaje. Oczywiście, że towarzyszy temu trochę błędów organizacyjnych ale nie są one dramatyczne. Podstawowym problemem projektu jest to, że realizuje go znienawidzona przez wiele osób partia, w związku z powyższym trzeba projekt gnoić dla zasady i karmić ludzi takimi a nie innymi hasłami. Jeśli dacie sobie wmówić, że OT jest złem to projekt w końcu upadnie lub będzie mało skuteczny bo musi się on opierać na współistnieniu z ludnością lokalną. Szkoda by było by tak się stało bo ma być to formacja dla Was, a i nam żołnierzom się przyda.