Kompania lekkiej piechoty w obronie

1.jpgPoczątkiem października 2010 roku na kilku strzeleckich portalach internetowych ukazało się ogłoszenie: "Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej (portal ObronaNarodowa.pl) we współpracy z Jednostką Strzelecką 0705 im. Bronisława Mroczkowskiego w Białobrzegach w dniach 13 - 14 listopada 2010 roku organizuje ćwiczenie pod kryptonimem Kompania w Obronie". Jeden z uczestników to HoHol, który wystąpił na ćwiczeniu w roli dowódcy plutonu i tak zrelacjonował ukazanie się tej informacji: Po przeczytaniu tego ogłoszenia na w/w stronie w głowie zapaliła się lampka. Ktoś, gdzieś porwał się, na wydawało by się szalony pomysł przeprowadzenia ćwiczenia na szczeblu kompanii. Szczebel, który dla grup milsimujących jest świętym grallem, mglistym celem, do którego chcielibyśmy dążyć. Czy to może się udać? Znaleźli się tacy, którym wprost taki pomysł bardzo się nie spodobał - jedna z osób pełniących wysokie stanowisko w organizacji strzeleckiej tak skomentowała nasz zamiar: To istne porywanie się z motyką na słońce - zgrywać kompanię niezgranymi plutonami... i to w praktyce w jedno południe...

Jako współorganizator nie ukrywam, że sam mocno się zastanawiałem, czy jest realne przeprowadzenie ćwiczenia zgrywającego na taką skalę przy bardzo dużej różnorodności grup deklarujących udział w ćwiczeniu. Aby zrealizować w pełni cele przedsięwzięcia "Kompania w obronie" w tak krótkim czasie, uczestnicy biorący udział w ćwiczeniu powinni spełniać następujące warunki:
- ukończone szkolenie unitarne (podstawowe),
- ukończony Kurs Piechoty,
- uczestnicy w ramach ekip / drużyn są zgrani, pewne elementy ćwiczyli w macierzystych JS / Oddziałach,
- drużynami i plutonami oraz kompanią dowodzi odpowiednio przeszkolona i przygotowana kadra.

Oczywiście to stan idealny. Aby spełnić te warunki i zebrać odpowiednią ilość chętnych w ramach jednej tylko organizacji trzeba byłoby czekać kilka lat. Rzeczywistość była taka, iż organizatorzy postanowili zaryzykować i ściągnąć ludzi z różnych środowisk - trzech największych organizacji strzeleckich oraz grup milsilmowych. W takiej sytuacji założenia, o których pisałem wcześniej były słabo weryfikowalne - można było się odwołać tylko do samooceny osób / grup / pododdziałów, które zgłoszą się na ćwiczenie. Nie ukrywam, iż najbardziej organizatorzy obawiali się problemów z dyscypliną, antagonizmów pomiędzy poszczególnymi grupami, niepotrzebnej rywalizacji i problemów z minimalnym poziomem wyszkolenia. Zupełnie niepotrzebnie. Ale to tyle tytułem wstępu.

2.jpgPonownie odwołam się do wspomnień Hohoła: [...]zaproponowano mi bym tymi grupami dowodził pełniąc funkcję dowódcy plutonu. Propozycję przyjąłem po czym w zwrotnym mailu otrzymałem pakiet dokumentów w postaci prezentacji multimedialnych, konspektów szkoleniowych i map. Ilość wiedzy do przyswojenia była ogromna. Dość powiedzieć, że po wydrukowaniu materiałów powstała mi ryza gruba na 3 cm. Organizator zapewniał nocleg z piątku na sobotę w związku z czym byliśmy na miejscu już o 23:00 w piątek. Służba dyżurna złożona z lokalnej JS sprawnie zarejestrowała nas i odprowadziła do miejsc zakwaterowania. Szybkie przywitanie z organizatorami szkolenia i już o 00:00 byłem na odprawie dla dowódców plutonów. Przedstawiono nam plan ćwiczenia oraz plan dnia następnego oraz odpowiedziano na pytania dotyczące części merytorycznej. Odprawa zakończyła się o 02:00 i poszliśmy spać.

Dnia 13.11.2010 r. o godz. 09.00 uroczystym apelem rozpoczęło się zgrywające ćwiczenie taktyczne "Kompania w obronie" organizowane przez portal ObronaNarodowa.pl - Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej oraz JS 0705 im. Bronisława Mroczkowskiego z Białobrzegów realizowane pod patronatem Burmistrza Miasta Białobrzegi. Organizatorzy planowali zrealizować podczas ćwiczenia zagadnienia związane z zajęciem punktu oporu, organizacją systemu ognia, prowadzeniem obrony na przednim skraju oraz przejście na stanowiska zapasowe. Do ćwiczenia przystąpiło 115 uczestników, w tym 71 ćwiczyło w ramach kompanii realizującej ćwiczenie główne, 21 ćwiczyło w ramach GSR, 14 osób zabezpieczało ćwiczenie, 5 osób stanowiło kadrę ćwiczenia. Uczestnicy byli z różnych organizacji i grup proobronnych, m.in.: ZS "Strzelec", ZS Strzelec OSW, Związku Strzeleckiego, 8 Kompanii Piechoty Górskiej, Klubu LOK "Zwiad", COS Wrocław, Formacji Śląsk. Według osobnego planu zajęcia były prowadzone dla plutonu Grup Szybkiego Reagowania (GSR).

3.jpgĆwiczenie rozpoczęło się od zajęć teoretycznych - najpierw Kierownik ćwiczenia przeprowadził wykład dotyczący "Ogólnych zasad prowadzenia obrony przez pododdziały wojsk lądowych", następnie Dowódcy plutonów (każdy ze swoim plutonem) przeprowadzili zajęcia związane z zasadami prowadzenia obrony na szczeblu plutonu i drużyny lekkiej piechoty. Po obiedzie o godz. 14.00 uczestnicy ćwiczący w ramach kompanii przemieścili się w rejon ćwiczenia gdzie do godziny 19.00 ćwiczono zagadnienia związane z zajęciem i przygotowaniem stanowiska przez pojedynczego żołnierza, następnie zagadnienia związane z realizacją zabezpieczenia bojowego podczas prowadzenia obrony po czym rozpoczęto działania zgrywające na szczeblu drużyny i plutonu. Po zajęciach praktycznych czekała na uczestników gorąca kolacja oraz krotka prezentacja podstawowego wyposażenia strzelca / żołnierza po czym na kompanii rozpoczął się capstrzyk.

Dowódca 2 plutonu Hohol tak to wspomina: "O 10:00 Kierownik Ćwiczenia rozpoczął wykład z "Ogólne zasady prowadzenia obrony przez pododdziały Wojsk Lądowych". W tym czasie dowódcy plutonów przygotowują swoje sale szkoleniowe, w których mają przeprowadzić szkolenie teoretyczne dla swoich plutonów. 45 minut później mój pluton melduje się na zajęciach i prowadzę szkolenie w formie prezentacji multimedialnej z zakresu:
- Zadania i zasady działania plutonu lekkiej piechoty w obronie
- Zadania i zasady działania drużyny lekkiej piechoty w obronie
O 12:00 kończymy prezentację. Po obiedzie Dowódca Kompanii wydaje rozkaz wymarszu na ćwiczenia taktyczne w terenie. Na podstawie konspektów dowódcy drużyn prowadzą szkolenie swoich podkomendnych z zakresu działania pojedynczego żołnierza w obronie. Jakkolwiek by to szumnie nie brzmiało w głównej mierze sprowadzało się do przygotowania okopów, które "żołnierze" musieli sobie wykopać i zamaskować. Wyznaczam dowódcom drużyn, punkty oporu i pasy ogniowe wraz z dozorami i punktami ześrodkowania ognia, w drugiej kolejności wyznaczam zapasowe punkty oporu. Dowódcy drużyn wyznaczają swoim ludziom sektory ostrzału i dyżurne środki ogniowe. Następnie przechodzimy do zgrywania na szczeblu drużyn i plutonów. Ćwiczymy ukrycie się w szczelinie artyleryjskiej przed ogniowym przygotowaniem ataku (OPA) przeciwnika oraz wycofanie się na zapasowe punkty oporu."


4.jpgNastępny dzień ćwiczenia - 14.11.2010 r. to dzień realizacji zadania aplikacyjnego. 1 kompania lekkiej piechoty działająca w składzie 36 batalionu otrzymuje zadanie:

Zadaniem 1 kompanii jest obrona północnego brzegu rzeki PILICA, udaremnienie forsowania rzeki i uchwycenia przyczółków na północnym brzegu przez przeciwnika. W razie załamanie obrony na linii PL CZERWONA przejście na pozycje zapasowe. Zabezpieczyć kontratak odwodów 36 bOT oraz nacierać wspólnie z odwodem. Niedopuszczenie no dotarcie przeciwnika na linie PL ZIELONA.

O godz. 03.00 alarm bojowy, następnie wydanie środków pozoracji i suchych racji żywieniowych, postawienie zadań, podanie warunków bezpieczeństwa podczas ćwiczenia i kompania wyruszyła w rejon docelowego punktu oporu. Około 4.30 poszczególne plutony zajmują przydzielone punkty oporu. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż przy każdym ćwiczącym plutonie był dedykowany rozjemca, który podawał informacje dt. oddziaływania przeciwnika. Dowódcy pododdziałów wystawiają ubezpieczenia i rozpoczynają rozbudowę głównych i zapasowych stanowisk ogniowych oraz realizują zadania związane z zabezpieczeniem inżynieryjnym. Jednak praktycznie od początku sytuacja kompanii rozgrywa się bardzo dynamicznie. Jeden z obserwatorów wykrywa nadlatujące od strony m. Warka dwa samoloty - natychmiast melduje d-cy plutonu, ten z kolei przekazuje informację do d-cy kompanii - alarm plot dla całej kompanii, pododdziały błyskawicznie przemieszczają się do schronów, na stanowiskach pozostają tylko dyżurne środki ogniowe. Lotnictwo przeciwnika ma inne cele niż ugrupowanie kompanii, samoloty przelatują, alarm przeciwlotniczy zostaje odwołany. Przed godz. 6.00 na prawym skrzydle kompanii, przy zniszczonym moście, pojawiają się pierwsze siły przeciwnika, dochodzi do wymiany ognia, pluton ponosi pierwsze straty, dowódca kompanii podejmuje decyzję o przejściu na stanowiska zapasowe, po czym następuje reorganizacja, wsparcie ogniowe daje przełożony, kompania przechodzi do kontrataku i ponownie zajmuje główne stanowiska ogniowe prowadząc walkę na przednim skraju obrony. Pierwszy atak odparty. Przeciwnik uderza inaczej, przy stanowiskach pojawiają się jakieś kartki papieru - to ulotki wzywające do poddania się. Obrońcy są zdeterminowani, nie ma mowy o żadnej kapitulacji, ulotki oddawane są dowódcom, Ci zaś zabezpieczają je i prowadzą z podwładnymi rozmowy motywujące. Chwilę później ubezpieczenia poszczególnych plutonów zatrzymują cywili, z których jeden informuje o uciekającej ludności cywilnej poruszającej się drogą Falęcice - Warka, natomiast drugi mówi o niezidentyfikowanym przedmiocie (zasobniku), który opadł w rejonie mostu na spadochronie. Obie informacje zostają przekazane do dowódców plutonów.

5.jpgTymczasem nad horyzontem pojawiło się ostre słońce które oślepia obrońców i bardzo utrudnia obserwację żołnierzom / strzelcom znajdującym się na ubezpieczeniach. Elementy rozpoznawcze przeciwnika korzystają z tego i niepostrzeżenie lądują na naszym brzegu. Dalej prowadzą obserwację ugrupowania, wynikiem której jest rozpoczęty o godz. 09.10 ogień środków artyleryjskich. Przeciwnik rozpoczął Ogniowe Przygotowanie Ataku, pododdziały szybko przemieszczają się do szczelin, na stanowiskach pozostają tylko dyżurne środki ogniowe i ubezpieczenia. OPA trwa około 20 minut, po czym cały brzeg zostaje zadymiony - tak szykują się do przeprawy siły główne przeciwnika. Do akcji wchodzą pododdziały wsparcia naszego batalionu, tym razem ogień z naszych moździerzy ma powstrzymać przeprawiającego się przeciwnika. Pododdziały 1 kompanii wracają na główne stanowiska ogniowe prowadząc ześrodkowanie ognia zgodnie z przewidzianym planem. Przeciwnik jednak przeprawia się z powodzeniem, zdobywając pierwsze przyczółki mocno naciska na przednią linię obrony. Uaktywnia się bardzo groźny ogień strzelców wyborowych przeciwnika - dowódca kompanii podejmuje decyzję o przejściu na stanowiska zapasowe. W tym momencie sytuacja robi się bardzo groźna - w tym samym czasie pododdziały przeciwnika zaatakowały ugrupowanie sąsiadującej 3 kompani włamując się głęboko na jej lewe skrzydło. Pododdziały te przeszły przez drogę Białobrzegi - Falęcice i zaatakowały pozycje 1 plutonu jednocześnie zagrażając tyłom naszej kompanii. Dowódca kompanii melduje o swoim położeniu dowódcę batalionu, wydaje rozkaz do obrony okrężnej i zostaje ranny. Dowodzenie przejmuje zastępca, a położenie i sytuacja kompanii jest nie najlepsza, powiększają się straty. Do walki wchodzą odwody dowódcy 36 batalionu, szybkim natarciem odzyskują utracone pozycje, likwidując powstałe zagrożenie na tyłach 1 kompanii i spychają przeciwnika z powrotem na brzeg Pilicy. W tym momencie ćwiczenie aplikacyjne zostało zakończone.

O godz. 11.45 uroczystym apelem pod Urzędem Miejskim w Białobrzegach ćwiczenie zostało zakończone. Szczególne podziękowania za przeprowadzenie zabezpieczenia logistycznego należą się kpt. ZS Cezaremu Zwierzchowskiemu i strzelcom z JS 0705 im. Bronisława Mroczkowskiego z Białobrzegów. Serdecznie dziękujemy Burmistrzowi Miasta i Gminy Białobrzegi Wiesławowi Banachowiczowi za objęcie patronatu i białobrzeską gościnność oraz Strzeleckiemu Portalowi Informacyjnemu za objęcie szkolenia patronatem medialnym.


Grzegorz Matyasik

Myślę że warto przedstawić relację drugiej strony -- czyli zadanie widziane oczami uczestników z plutonu GSR:

Szeregowiec Ryan

6.jpgPraktycznie równolegle z pomysłem ćwiczenia "Kompania w obronie" narodził się pomysł by jako przeciwnik zadziałał GSR. Dowodzący GSRem Apacz po zapoznaniu się z terenem i zadaniem lądowania zadał pytanie "co to ma być, szeregowiec Ryan?". Jednak gdzie diabeł nie może tam GSR pośle. Zdając sobie sprawę, że moja GS IV jest mocno niekompletna postanowiłem zadziałać na sposób zielonych beretów i użyć "lokalsów" czyli strzelców z JS 0705 Białobrzegi, których miałem przyjemność wcześniej szkolić. Szczegółowy rekonesans przyniósł dobre wieści. Mamy szanse w ogóle wylądować, mamy szanse dostać się na wodę żywi. Jeziorko w mieście jest połączone od niedawna kanałem z Pilicą, kanałem którego niema na mapach i zdjęciach satelitarnych. D-ca plutonu GSR stawia rozkaz i zaczyna się planowanie połączone z treningami na wodzie. My wiemy, że niezależnie od szczegółów rozkazu, będziemy forsować. Jako, że sprzęt kombinowany, zdobyczny, nic nie pasuje, zwłaszcza wiosła bo są od kajaków, a my mamy dwie zupełnie różne łodzie! Ćwiczymy w dzień, ćwiczymy w nocy. Krótki sen i jeszcze w ciemnościach łodzie na wodę. Powolny, zgodny z SOP opracowanymi w nocy, spływ do Rejonu Wyjściowego. Niespodziewanie ok. 6-tej kanonada, pierwsza myśl - wykryli naszych snajperów, szlag trafił nasze wsparcie. Po chwili dochodzimy do wniosku, że walka trwa na naszym lewym skrzydle, a snajperzy mieli być na prawo. Mimo chęci nie łamiemy ciszy radiowej. Później okaże się, że to GS I z ekipą z Olsztyna próbowali zlikwidować SDO d-cy broniącej się kompanii. W RW oczekujemy zgodnie planem do 9.00 i gdy biją dzwony kościoła w Białobrzegach wiosłujemy jak szaleni na drugi brzeg. Nurt, który nie dawał nam wcześniej szans, znosi nas tylko 50 metrów, lądujemy w jedynym, na pasie 1200 metrów, zakrytym miejscu! Błyskawicznie ubezpieczamy rejon lądowania, podgrupa "brodząca" zdejmuje L-2. Tylko krzyk podświadomości, COŚ TU JEST NIE TAK, po chwili zadaję pytanie Gumie, mojemu radio "słyszałeś strzały?" Odpowiedź negatywna, okazało się że jedyny pluton przeciwnika, który mógł nas zobaczyć miał rzekę pod ostre tego dnia słońce. Nikt nas nie widział! Żołnierskie szczęście. Rozpoznanie brzegu pod kątem możliwości lądowania większych sił. Meldunek do d-cy GSR i tu nasze zadanie się kończy, teraz pracujemy jako pozoracja. OPA czyli ogniowe przygotowanie ataku, przez 10 minut robimy za artylerię i rzucamy ponad 200 petard. 10 RGD to zasłona dymna dla forsującego rzekę batalionu. Na koniec symulacja natarcia. I tu okazuje się, że trafiliśmy w najbardziej rozciągnięty pluton obrońców! A snajperzy? Mogli podać kolor oczu każdego obrońcy. Ale to już zupełnie osobna historia.


Marek Mroszczyk

Za linią wroga


7.jpgBiałobrzegi - miejscowość w województwie mazowieckim. Niewielka, ok. 7 tys. mieszkańców, tam czekało nas kolejne ćwiczenie taktyczne - kryptonim "Kompania w obronie". Grupa Szybkiego Reagowania Związku Strzeleckiego "Strzelec" OSW. otrzymała zadnie pozorowania przeciwnika do broniącej się kompanii na przedmieściach Białobrzegów, a dokładniej wzdłuż linii brzegowej rzeki Pilica. O godzinie 23.00, 12 listopada trzy grupy GSR meldują się na miejscu, krótka odprawa organizacyjna i odpoczynek po podróży - przed nami długi intensywny dzień i jeszcze bardziej intensywna noc. Wcześnie rano odprawa informacyjna, zapoznanie z rejonem działań, wprowadzenie w sytuacje taktyczną i ćwiczenie rusza pełną parą. Pierwsze zadanie - rekonesans grup na swoich kierunkach działania, zebranie informacji z terenu. Ułatwieniem dla nas jest przydzielona grupa "lokalsów" z tutejszej jednostki strzeleckiej, ich informacje są naprawdę ważne. Pierwsza grupa wraca, lecz wiadomości nie napawają mnie optymizmem, teren trudny, podmokły, a przede wszystkim otwarty, co utrudni przenikanie grup. Za chwilę informacje potwierdza druga grupa stwierdzeniem - "lipa", będzie ciężko, a na domiar tego trzecia dodaje jeszcze, że wgląd w teren beznadziejny, praktycznie zero. Ale najgorsze przed nami - planowanie oraz wypracowanie wariantów przyszłych działań.

Zmieniamy stanowisko dowodzenia, wybór pada na opuszczona bazę harcerską, wymarzone miejsce do działań grup specjalnych. Co jakiś czas spływają meldunki rozpoznawcze z terenu o prowadzonych pracach inżynieryjnych przez piechotę, jak również informacje od naszego agenta ubranego w cywilne ciuchy, który przesyła nam szczegółowe dane w postaci zdjęć o prawdopodobnym ugrupowaniu broniącej się kompanii. Zabieram się do planowania, zerkając kątem oka spoglądam na chłopaków - sprawdzają sprzęt dopasowując go do przyszłych działań, dwóch sprawdza łączność dla całości bo bez tego ani rusz, inny studiuje mapę, a niektórzy ogarnęli oporządzenie mają czas na krótki odpoczynek przed walką. 19.00, 13 listopada odprawa decyzyjna i rozkaz do działania, po dwóch godzinach już nikt nie ma żadnych wątpliwości - każdy wie co ma robić, jakie jest jego zadanie. 23.00 pierwsza para wychodzi w teren, przed nimi długi dystans i trud wyboru miejsca w ogarniętym ciemnościami terenie. Inne grupy przystępują do treningu i synchronizacji działań, utrwalają każdy szczegół, ostatnie pytania, poprawki. Godzina 3.00 transport już punktualnie czeka. Dalej załadunek, przejazd przez punkty kontrolne przeciwnika na moście i jesteśmy w rejonie. Desant, znikamy w ciemnościach, każdy wie gdzie ma iść. Punktem zbiórki jest punkt wysokościowy niedaleko miejscowości Falęcice. Pierwszy meldunek radiowy - wszyscy w rejonie, koordynaty, ustalenie położenia - ruszamy. Pogoda nas nie rozpieszcza, wszechobecna wilgoć, niska temperatura i mgła, która chyba najbardziej utrudnia działanie, nawet noktowizor nie daje rady w tych warunkach. Z chwilą nadchodzącego świtu mgła opada, a przed nami odkrywa się teren trudny, w dużym stopniu podmokły, otwarty i jakby tego było mało znajduje się tam kilka gospodarstw. Ale cóż, przenikamy powoli i ostrożnie, tak aby nie zostać wykrytym przez patrole przeciwnika. Wspomniane gospodarstwa z pozoru wydawały się na opuszczone, ale to tylko pozory. Całe szczęście, że tutejsza ludność była po naszej stronie, krótki wywiad, wskazówki gdzie i którędy się poruszać okazały się bezcenne. To znacznie przyśpieszyło nasz marsz. 8.40 - jesteśmy na pozycjach, mamy zapas około 30 minut, posterunki obserwacyjne rozpoczynają prace. 9.00 rozpoczyna się nawała ogniowa artylerii, trwa około 20 minut. "Desant" - słyszę w radiu meldunek dowódcy grupy - "jesteśmy na brzegu, nacieramy, odbiór". Chwilę później para snajperska podaje dokładną pozycje dowódcy kompanii przeciwnika i stanowiska głównych środków ogniowych. Na mapę szybko nanoszę wykryte cele i po chwili zaczyna się kreować obraz rozlokowania broniącej się kompanii. Błyskawiczna analiza terenu i wnioski gdzie mogą być stanowiska zapasowe obrońców. Podaję sygnał przez radio, koordynaty i po chwili zwiadowcy uzbrajają teren oby osłabić potencjał bojowy wycofującej się piechoty. Para snajperska podaje kolejne wykryte cele, natarcie nabrało tempa, podaję zniszczone cele rozjemcy, zwiadowcy meldują gotowość - czekamy. Wśród kłębów dymów odpalonych świec, pojawiają się pierwsi strzelcy wycofując się na swoje wcześniej przygotowane stanowiska ogniowe. Sygnał - ogień i kolejne straty kompanii, wśród piechoty widoczny chaos. Dalej skryte wycofanie do rejonu zejścia, meldunek o stanie osobowym, po czym pada sygnał od kierownika ćwiczenia - ODBÓJ!, kończymy ćwiczenie.

Udział w takim ćwiczeniu pododdziałów GSR pozwoliło mi jako dowódcy GSR sprawdzić stopień wyszkolenia grup specjalnych z zakresu prowadzenia działań rozpoznawczych w ugrupowaniu przeciwnika, jak również proces planowania tego rodzaju działań - zwłaszcza w trudnym terenie w jakim mieliśmy przyjemności działać.

Apache
Dowódca GSR


Pistolet umazany w błocie

Misja na pozór samobójcza - ulokować się na skrzydle kompanii rozwiniętej do obrony i zapolować na jej dowódcę. Więcej szans na porażkę niż powodzenie. Noc. Do pokonania półtora kilometra, czas - dwie godziny. Dwie godziny marszu, w czasie którego przed każdym krokiem trzeba się zastanowić. Na odprawie poznaliśmy rozmieszczenie luk na linii styczności kompanii przeciwnika, jednak przed każdym krokiem trzeba wsłuchać się w otoczenie, a sam krok wykonać bezszelestnie. Jeżeli nie wykonamy zadania to kompania przeciwnika będzie miała dowódcę. Jeżeli kompania będzie miała dowódcę, to będzie sprawnie funkcjonować. Jeżeli kompania będzie sprawnie funkcjonować, to odeprze natarcie desantu z brzegu. Jeżeli kompania odeprze natarcie desantu z brzegu, to nie będziemy mieli drogi powrotu...

8.jpgDocieramy wreszcie na miejsce i zaczyna się praca nad przygotowaniem stanowiska. Jego właściwy wybór jest dla nas kluczową sprawą. Wszystko musi być zrobione po cichu i na leżąco, bo pomimo nocy ktoś może nas zauważyć. Pomimo nocy trzeba wybrać i przygotować idealnie zamaskowane stanowisko, bo na pewno będzie ono obserwowane w dzień. Maskowanie o tej porze jest dość trudne - kolory to co najwyżej odcienie szarości lub czerń. Trzeba dobrać kształt i barwę maskowania tak, aby wyglądało naturalnie i niepozornie. Dodatkowo należy ulokować się "pośrodku niczego", bo każdy krzak i najmniejsze drzewko jest charakterystycznym punktem i może przyciągać wzrok przeciwnika.

Wreszcie praca jest skończona. Do świtu spory zapas czasu. Wczołgujemy się na stanowiska i zaczynamy pierwszą walkę - z własnym organizmem. Ten organizm wcześniej przejechał pół Polski samochodem, uczestniczył w odprawach i patrolach rozpoznawczych, przygotowywał sprzęt i teraz po pełnych napięcia godzinach wreszcie leży. Chce się więc spać, bo wokół ciemno i cisza. "Na szczęście" niska temperatura i wilgoć, która wkrada się bezlitośnie pod nasze mundury maskujące odsuwa od nas błogi sen. Na leżąco, w bezruchu spędzamy następne 7 godzin. Przychodzi świt, a wraz z nim artyleria zaczyna okładać stanowiska. Niewiele tego, a my mamy zakaz korygowania artylerii, aby nikt nie zorientował się, że przez zlokalizowaną wcześniej lukę w obronie przeciwnika ktoś się wślizgnął. Możemy za to obserwować, a w naszym szkicu obserwacji lądują namiary na kolejne stanowiska. Jedno słowo opisu lub symbol, azymut i odległość to podstawowe informacje. Mój obserwator przyklejony do peryskopu zwiadowcy i notatnika nie traci czasu. Artyleria kończy swoje przywitanie z dniem i zapada cisza.

Czekamy i nie odrywamy oczu od optyki. Nagle jest! Za krzakiem i w małej niecce dwóch ludzi. Jeden ma radio, drugi bezustannie obserwuje brzeg rzeki. Po kilkunastu minutach podbiega jakiś żołnierz, zatrzymuje się i po chwili odbiega w swoim kierunku. Połowa sukcesu nasza. Wykryliśmy stanowisko dowodzenia, niestety jest zbyt daleko na pewny strzał, a niecelny będzie równoznaczny z porażką, bo cel ucieknie. Meldujemy wykryty cel radiem do dowódcy grupy specjalnej - dla takiej okazji warto złamać ciszę radiową.

O wyznaczonej godzinie zaczyna się - na linię kompanii i wskazane stanowisko dowodzenia ponownie pada ogień artylerii, równocześnie na brzegu zaczyna się desant naszej piechoty. To sygnał dla nas, teraz możemy strzelać kryjąc swoje strzały w huku artylerii. Niestety niewiele widać, tylko dym i ogłuszające wybuchy. Nagle z dymu wypada pierwszy żołnierz, biegnie bokiem do naszego stanowiska i za chwilę pada obalony pierwszym strzałem. Strzał śmieszny - 200 m dla broni precyzyjnej to jak walka wręcz, a jednocześnie zagrożenie, bo możemy zostać wykryci. Inne zagrożenie dla naszego stanowiska to zbłąkany pocisk własnej artylerii. Co prawda wszystkie baterie zostały ostrzeżone aby nie kłaść ognia w naszym rejonie, ale nikt nie wie ile tej nocy spali artylerzyści. Mamy nadzieję, że więcej niż my sami.

9.jpgZ dymu wypada następna postać - cenna, bo biegnie z karabinem maszynowym. Po chwili zostaje trafiona. Dochodzimy w ten sposób do trzynastu trafień. Dzieje się tyle, że rozmyślnie ryzykujemy i nie przemieszczamy się na nasze zapasowe pozycje. W razie czego obserwator ma przy sobie zapalarkę rozmieszczonej wcześniej miny kierunkowej, którą w ostateczności będziemy się bronić. Zaraz po zakończeniu pracy artylerii, do gry będzie wchodzić własna piechota i aby uchronić się przed pomyłką my także kończymy robotę. Piechurzy nieszczególnie lubią snajperów, a takich co się mylą - to już w szczególności. Wystawiamy panel sygnalizacyjny, podajemy komunikat przez radio i czekamy - lepiej nie prowokować własnej piechoty widokiem kosmatego stwora obrośniętego trawą, który nagle zjawia się pośrodku płaskiej łąki. Po chwili podchodzi dowódca desantu. Coś podejrzanie uśmiechnięty. Okazuje się, że tych naszych trzynastu właśnie biegło na zapasowe stanowiska obrony. On miał ze swoimi ludźmi ich atakować, po tym jak przepłyną rzekę lekką łodzią. Spodziewał się dużych problemów, a zastał tylko puste okopy. Nasi przynieśli mi jakiś pistolet ze zgiętą lufą, umazany w błocie. Mówią że to moja pamiątka po dowódcy kompanii, którego wskazałem artylerii. Dlaczego mi? Przecież obok jest mój kolega obserwator. To też jego sukces, sam bym nie wykonał tego zadania.

Tak miał okazję działać jeden z "zespołów snajperskich" Jednostki Strzeleckiej 4016 z Olsztyna, przydzielony do grupy specjalnej GSR Związku Strzeleckiego "Strzelec" Organizacji Społeczno - Wychowawczej, biorącej udział w ćwiczeniu o nazwie Kompania w Obronie. Ćwiczenie odbyło się w dniach 13 - 14 listopada 2010 r. w Białobrzegach. Pozostali Strzelcy z Olsztyna, stosownie do ich umiejętności, działali w ramach grupy specjalnej operującej w głębi na tyłach przeciwnika, lub w składzie broniącej się kompanii.

Strzelec Jasielski
JS 4016 Olsztyn