W dniu 28.10.2012 r. w Wodzisławiu Śląskim miało miejsce wydarzenie bez precedensu w historii współczesnej obronności RP. Oto na parę godzin, centrum miasta zamieniono na… poligon. Były umocnione punkty oporu, worki z piaskiem, koncentrina, ślepa amunicja i dużo pirotechniki. Było ponad 200 osób biorących udział w ćwiczeniu. Co więcej, to nie MON to organizował i nie MON tam ćwiczył. Brzmi nieprawdopodobnie? W dzisiejszym wpisie mam zamiar zmierzyć się z pytaniem czy tego typu szkolenia i działania mają sens, czy może są zwykłym przerostem formy nad treścią. Zapraszam do lektury.

Ćwiczenie "Kompania w natarciu w terenie zurbanizowanym" jest inicjatywą stowarzyszenia Obrona Narodowa.pl – ruch na rzecz obrony terytorialnej (http://www.obronanarodowa.pl/). W ramach organizowanych przez siebie przedsięwzięć, raz w roku odbywa się ćwiczenie na szczeblu kompanijnym – w poprzednich latach była to kompania w natarciu oraz kompania w obronie, tym razem przyszła kolej na teren zurbanizowany. Wszystkie realizowane ćwiczenia i szkolenia wpisują się w cele stowarzyszenia. ON.pl chce zwrócić uwagę na problem braku komponentu terytorialnego w ramach struktury obronnej naszego kraju. Komponenty takie funkcjonują w wielu krajach Europy i świata i są ważnym ogniwem systemu obrony. Dlatego też w ramach swojej działalności stowarzyszenie nie kopiuje i nie powiela struktur wojskowych, ale chce "budować" nową jakość w oparciu o domniemanie realne możliwości dla potencjalnych jednostek obrony terytorialnej. Słowo "budować" umieściłem w cudzysłowie, gdyż (z tego co się orientuje), stowarzyszenie nie ma na celu budowy takowej struktury (co byłoby dość irracjonalne), a jedynie zasygnalizowanie problemu i pokazanie, że są w Polsce ludzie, którzy zdeterminowani są w takim projekcie wziąć udział.


1.jpg


Wracając jednak do samego szkolenia. Wzięło w nim udział ponad 200 osób, z czego 170 to osoby ćwiczące, a reszta to OpFor oraz kierownictwo ćwiczenia. Całe przedsięwzięcie trwało 2 dni i było podzielone na 2 zasadnicze części. W sobotę od rana trwało szkolenie zgrywające odbywające się na nieczynnych terenach górniczych w Jastrzębiu-Zdroju. Składało się ono z 4 podpunktów nauczania – poruszanie się po terenie zurbanizowanym, natarcie na obiekt, walka w pomieszczeniach oraz podstawowe manewry plutonem. Po prostu podstawowy zestaw procedur i umiejętności, które miały na celu pełne zunifikowanie działań w ramach kompanii. Z jednej strony parę godzin to mało, na zgranie tak dużej masy ludzi (chociaż zgrywano plutonami), lecz z drugiej pewne podstawowe elementy i manewry czy procedury, wszyscy znali już z poprzednich szkoleń, a członkowie organizacji Strzeleckich ze swoich szkoleń i kursów.

Głównie ćwiczenie miało się odbyć jednakże w niedzielę, w godzinach przedpołudniowych. Założeniem było natarcie kompanii lekkiej piechoty w celu wyparcia przeciwnika z rejonu rynku w Wodzisławiu Śląskim. Zadanie zostało omówione z dowódcami plutonów, ci natomiast przekazali je dalej dowódcom drużyn. Każda z drużyn miała nacierać zgodnie z założonym planem. Jak wyglądało to w praktyce? Czy realizacja ćwiczenia była niedogodnością dla tamtejszych mieszkańców? Czy to możliwe, pozoracja w tak dużej ilości nie wyrządziła szkód w mieniu?


2.jpg


Na całe przedsięwzięcie uzyskana została zgoda od Burmistrza Miasta Wodzisław Śląski. Teren, na którym bezpośrednio odbywała się "walka" został wydzielony taśmami. Przy czym taśmy służyły do oznaczenia terenu, natomiast nie zakazywały wstępu na teren komukolwiek – krótko mówiąc po terenie przemieszczali się nieliczni piesi – w zdecydowanej większości byli przeprowadzani przez tzw. rozjemców, czyli osoby czuwające nad poprawnym przebiegiem ćwiczenia.

Idąc dalej – właściciele samochodów z terenu działań zostali poproszeni o ich usunięcie – efekt taki, że samochodów było bardzo niewiele – zostały pojedyncze, na które oczywiście ludzie uważali (nie słyszałem o przypadku jakiegokolwiek uszkodzenia).

Czytałem też w sieci cały stos komentarzy dotyczących tego, że lokalni mieszkańcy byli pewnie niemiłosiernie zirytowani, ze ktoś zakłóca im niedzielny poranek (ćwiczenie trwało w godzinach 0900-1100). My spotkaliśmy się jednak głównie z pozytywnym przyjęciem, a osoby z Wodzisławia (biorące udział w ćwiczeniu) po parunastu dniach od ćwiczenia także potwierdziły, że mieszkańcy uznali to raczej za atrakcje, aniżeli zakłócanie ich spokoju. W mojej opinii argument o zakłócaniu porządku był podnoszony przez ludzi o ograniczonej wyobraźni, bo czym takie "zakłócanie porządku" różni się np. od głośnych manifestacji z użyciem pirotechniki, czy od koncertów? Jestem Wrocławianinem i zapewniam Was, że ludzie mieszkający na wrocławskim rynku mają o wiele więcej niespokojnych dni, aniżeli ci z Wodzisławia. I to czasami do późnych godzin nocnych, a nie w niedzielne przedpołudnie.


3.jpg


Poza tym w co najmniej paru innych europejskich krajach wykorzystuje się normalne miasta do prowadzenia działań. We Francji ćwiczy w takowych wojsko, a w Skandynawii właśnie jednostki Obrony Terytorialnej. Dlaczego u nas miałoby być inaczej?

A co do obaw o apokalipsę, jaka miała spotkać wodzisławską starówkę po przejściu przez nią kompanii, to powiem, że jedyne uszkodzenie o jakim mi wiadomo to pęknięta rama okienna jednej z witryn (chyba sklepowych) przez niefortunnie rzuconą petardę. Na ilość użytej pirotechniki i ludzi, uważam, że to naprawdę symboliczne uszkodzenie, chociaż oczywiście nie powinno do niego dojść.

Najwięcej kontrowersji w sieci wzbudził jednak cel takowego ćwiczenia. Najczęściej czytałem głosy, iż nie było w nim nic poza elementem zabawowym, by mieć trochę funu i poudawać komandosów. Jak zwykle posypały się też głosy, ze jak ktoś chce być żołnierzem, to powinien iść do wojska, a nie bawić się jak dziecko. Inni z kolei zwracali uwagę na niski stopień realizmu takiego ćwiczenia (brak wsparcia sprzętu ciężkiego itp.). Jeszcze inne głosy krytyki dotyczyły oderwania takiego przedsięwzięcia i w ogóle całej koncepcji OT od realiów polskiego systemu obrony. Czy są one zasadne? Po części tak, a po części to kompletne bzdury. Jaka jest moja opinia na ten temat?


4.jpg


Może zacznę od tego, po co ja pojechałem na to ćwiczenie. Poza dobrą zabawą, którą zdecydowanie miałem, ale która była jedynie poboczną korzyścią, liczyłem przede wszystkim na możliwość podziałania w warunkach zupełnie innych niż zwykle – w których praktycznie nie ma możliwości działania. To zawsze cenne doświadczenie, z którego można wyciągnąć wnioski i przełożyć to na działanie ekipy. Daleki jestem od dorabiania ideologii do całego tego działania – dla mnie to jedynie narzędzie.

Pojawia się kwestia, czy szkolenie było realistyczne biorąc pod uwagę to, że nie mogliśmy wchodzić do budynków i że nie było ciężkiego sprzętu? A czy realistyczne jest bieganie po Nowym Murze, zbudowanym specjalnie do celów szkolenia, gdzie w środku pola stoją klocki zwane budynkami? Zarówno jeden jak i drugi teren ma swoje plusy i minusy – każdy pozwala położyć nacisk i odczuć realizm działań w inny sposób – nie różnicowałbym czy lepszy czy gorszy, po prostu pozwala odczuć inne jego elementy. Dla mnie więc aspekt szkoleniowy takiego przedsięwzięcia na pewno nie jest niski.


5.jpg


Na większość argumentów związanych z nieprzystawaniem tego typu przedsięwzięć do polskiego systemu obrony, a co za tym idzie, z rzekomą kompletną jego abstrakcyjnością jest jedna, wspólna odpowiedź. Obrona Narodowa.pl takimi przedsięwzięciami chce pokazać, że można i że się da. Można to wręcz porównać do swoistej kampanii społecznej, w której takie akcje mają być argumentami w dyskusji i w przekonywaniu, że obrona terytorialna w Polsce potrzebna jest i że jest cała rzesza ludzi, którzy gotowi są ochotniczo działać w sposób zorganizowany na rzecz ochrony swojego regionu (nie tylko przed zagrożeniem militarnym, ale także przed klęskami żywiołowymi itp.).

Oczywistym jest, że do stworzenia komponentu terytorialnego potrzebne są rozwiązania ustawowe i że jest to potencjalnie wielka operacja legislacyjna, logistyczna itp. Wydaje się, iż na dzień dzisiejszy jest to wizja skrajnie daleka od rzeczywistości. Czy to oznacza jednak, że nie warto podejmować działań propagujących dane rozwiązania? Czy nie warto budować grupy zwolenników wobec jakiegoś pomysłu? Może za 10, 15 czy 20 lat taka wizja będzie możliwa. Może właśnie tylko długa perspektywa czasowa pozwoli na jakiekolwiek zmiany, a trzeba je zacząć od właśnie takich, stosunkowo niewielkich kroków?


6.jpg


To, że pomysł jest utopijny i że osiągnięcie celu głównego jest niezwykle trudne do zrealizowania, to nie znaczy, że taka inicjatywa nie niesie ze sobą wielu innych, pozytywnych skutków. Chociażby to, że jest to promocja obronności. To, że może to młodych ludzi zachęcić do wstępowania do wojska itp. Może się to wydawać błahe albo banalne, ale tego typu działania dają o wiele więcej niż akcje rekrutacyjne MONu.

Jest natomiast jeden argument, pod którym podpisuje się z cała mocą. Są osoby, które biorąc udział w tego typu działaniach, mają wyobrażenie o tym, iż w razie realnego konfliktu zbrojnego, będą w stanie prowadzić działania dywersyjne na terytorium zajętym przez przeciwnika. Jasnym jest, iż podstawą takich działań jest konspiracja. Jasnym jest też, że udział w tego typu ćwiczeniach i działalność w grupach paramilitarnych teraz, pozostawi ślad na przyszłość, a przy obecnym rozwoju cyfryzacji i społeczności sieciowych wszelkiego typu, będzie to ślad łatwy do wyśledzenia. Krótko mówiąc, wszelkie działania konspiracyjne w miejscu zamieszkania, w razie ewentualnego konfliktu będą o tyle ograniczone, że przeciwnik z łatwością będzie mógł wytypować potencjalnych dywersantów. Oczywiście w tym przykładzie nie chodzi o to, by rozwodzić się, czy taki konflikt zbrojny jest możliwy i czy możliwe w ogóle będzie takie działanie, w jakiejkolwiek formie – chodzi o błędne myślenie i wyobrażenia niektórych o tym, jacy to z nich komandosi, bo się szkolą, i jak będą walczyć w czasie okupacji – podczas gdy popełniają kardynalne błędy i łamią żelazne zasady konspiracji –zero perspektywicznego myślenia można by rzec.


7.jpg


Podsumowując to, co powyżej udało mi się napisać. Kompania w natarciu i inne inicjatywy Obrony Terytorialnej uważam za dobre i pożądane. Nie są one pozbawione wad, ale trzeba też pamiętać, ze często są pionierskimi przedsięwzięciami w skali kraju, więc organizatorzy w ograniczonym zakresie mogą korzystać z doświadczeń innych tego typu wydarzeń (najczęściej tylko z zagranicy). Eventy tego typu, poza głównym celem, założonym przez organizatorów spełniają też różnorakie inne funkcje i realizują inne cele, nie zawsze przez takowych ludzi zamierzone. Starałem się to udowodnić powyżej.

Tak jak też pisałem – nie należę do ludzi, którzy dorabiają do tego typu przedsięwzięć jakąś ideologie. Jestem zwolennikiem stworzenia komponentu terytorialnego w polskim systemie obronności, ale wiem też, jak niewielkie są na to szanse na chwilę obecną. Takie szkolenia i ćwiczenia, jak te organizowane przez Obronę Terytorialna, traktuje jednak przede wszystkim jak nowe doświadczenie i pewne "narzędzie treningowe". I pod tym względem chwała chłopakom, że chce im się to robić, organizować i ponosić ryzyko z tym związane.

Autor: Piotr "Procent" Łopaciński
Źródło: http://blog.gunfire.pl/2012/12/05/kompania-w-natarciu-w-terenie-zurbanizowanym/#more-4421