Kurs Walki w Mieście 2017 (poligon) - relacja

Nadesłał admin w dniu 29-10-2017 - 20:18

Picture 0 for Kurs Walki w Mieście 2017 (poligon) - relacja

W dniach 20 - 22 października 2017 r. na terenie COZ Nowy Mur odbyły się zajęcia Warsztatów KWM 2017. W odróżnieniu od ubiegłorocznej edycji szkolenie podzielono na trzy etapy: a) część szkoleniowa obejmująca zagadnienia zdobycia budynku oraz zasadzki przeciwpancernej, zakończona ćwiczeniem sprawdzającym "Działania opóźniające w obronie", b) część doskonaląca z zakresu działań plutonu piechoty lekkiej w terenie zurbanizowanym, c) ćwiczenie zintegrowane plutonu "Celestynów II". Obok zajęć taktycznych zrealizowano wykład z zakresu procesu MDMP.

Zamieszczamy relację jednego z uczestników, będącego jednym z członków Mazowieckiej LPON ON.pl:

"To był mój pierwszy wyjazd szkoleniowy ze stowarzyszeniem Obrona Narodowa do COZ w Wędrzynie. Jestem pod wrażeniem mimo upływu kilku dni od powrotu, ale czuję również niedosyt.
Nie spodziewałem się takiej współpracy z 17WBZ. Broń zespołowa jak moździerz, granatnik automatyczny czy PPK Spike, to nie były tylko eksponaty, które można było obejrzeć, dotknąć raz i posłuchać pogadanki. To były nasze narzędzia, które wykorzystywaliśmy w trakcie ćwiczeń. No oprócz Spike’a, ale tak drogiego sprzętu, to bym wolał na plecach nie nosić. Co innego moje Nemesis, czyli Mk.19… Ech… Na co mi było się szczerzyć z radości jak głupi, kiedy go pierwszy raz dostałem w łapy… Przecież było wiadomo, że tym samym będę z nim ganiać później. Po równym to jeszcze ujdzie, ale zabawa zaczyna się, kiedy trzeba przebiec sprintem 150m i wtargać te kilkadziesiąt kilo na dach po drabinie.
Kolejnym zaskoczeniem była współpraca z Rosomakami. Nie byliśmy tylko pasażerami, czego się bardziej spodziewałem. Możliwość korzystania z ich termowizji przy wjeździe do „miasteczka” szybko mnie wyleczyła ze złudzeń co do przeżywalności. Rozmowa z dowódcą o możliwościach Bushmastera też nie wpłynęła pozytywnie na ocenę szans przeżycia piechura.
Klaustrofobiczne było pokonanie kanału kanalizacji w pełnym szpeju, targając za sobą jeszcze plecak. O ile pierwszy z nas coś jeszcze widział, to kolejni żuli powietrze pełne pyłu i obudzonego robactwa wszelkiej maści. Przerąbane, zwłaszcza jak pierwszy musi odetchnąć i nie można się ruszyć w żadną stronę. Można się poczuć jak w potrzasku. No i lepiej nie jeść wcześniej bigosu, jak się nadal chce mieć kolegów.
Były też chwile, kiedy banan mi nie znikał z twarzy na sekundę. Moment, kiedy zostałem wyznaczony do opforu i mieliśmy we dwóch bronić piętra i klatki schodowej w budynku. Dostaliśmy po karabinku z magazynkiem pełnym ślepej amunicji i dowolność użycia. No czego więcej można chcieć do szczęścia? Wyciągnęliśmy całą pirotechnikę jaką mieliśmy przy sobie i czekaliśmy. Stosując uproszczoną procedurę MDMP, skróconą do 1go punktu, tzn. „Czy to mój cel? – TAAAAAAAAK!” bardzo szybko narobiliśmy tyle hałasu, że mi zatyczki z uszu wypadły. Nominacja do Oscara pewna. Tak dobrze nam to wyszło, że godzinę później znowu odgrywaliśmy przeciwnika, tym razem jako załoga czołgu na blokadzie. Cudowna chwila! Bynajmniej nie ze względu na ten spalony wrak, tylko możliwość zjedzenia czegoś na szybko. Micha to jedna z najważniejszych lekcji wyjazdu. Jeść kiedy się da. Jak tylko można było, to wyciągaliśmy esbity, robiliśmy kawę na zimno, a że była mielona to szło się i napić i najeść. Zimna kasza z mięsem jedzona we trzech z jednej tacki smakowała mi lepiej niż niejeden obiad.
Niestety podczas ostatniego ćwiczenia, kiedy mieliśmy zrobić zasadzkę na konwój z więźniem pokonała mnie… grawitacja. W nocy podczas ulewy schodząc ze zbocza dałem krok w przestrzeń i skończyłem salto mortale 4m niżej z wykręconą stopą. Tu cytując siebie musiałbym dużo wypikać i wykropkować, więc sobie daruję. Efekt tego taki, że ból nie pozwalał mi się przemieszczać w odpowiednim tempie i musiałem się wycofać. Szkoda, szkoda i jeszcze raz szkoda.
Podsumowując wyjazd, mogę napisać tylko, że zostałem zaskoczony możliwościami jakimi nas obdarzono i bardzo dokładną analizą naszych zadań. To nie było klepanie po pleckach, tylko konkretne omawianie błędów. I tutaj niedosyt o którym pisałem na początku, bo za mało było czasu na ich korektę. Spędziłbym tam z dwa tygodnie. Jak dostanę telefon, że zaraz jest wyjazd, to będę spakowany w kwadrans. Do następnego i dzięki!"

S. z "Piątki"

Fot. Materiały prasowe 17 BZ